Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MODA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MODA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 grudnia 2012

Whip Your Hair - clip on, clip in

(Przeklejone z naszego poprzedniego bloga)


I wanna whip my hair too! No dobra, wcale tak nie pomyślałam oglądając ten teledysk, ale odkąd pamiętam chciałam mieć długie włosy.  Problem polegał na tym, że nigdy nie miałam na tyle cierpliwości, aby pozwolić im urosnąć. Moje włosy są wyjątkowo odporne na wszelkiego rodzaju współpracę, a na dodatek rosną dość powolnie, zwykle przy długości do ramion mam już dość czekania, wpada mi w ręce jakieś ładne zdjęcia gwiazdy kina w krótkich włosach i już parę godzin później siedzę na fotelu fryzjerskim i czekam na efekt cięcia. I tak w kółko. Jednak ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że przecież wcale nie muszę czekać dwóch lub nawet trzech lat aż odrosną mi włosy! Zastanawiałam się nad tym jak wszystkie gwiazdy i prasa modowa robią nas w bambuko pokazując nam zdjęcia pięknych kobiet, które owszem są piękne, ale przecież na prawdę wcale nie wyglądają tak, jak widzimy je na okładkach i w sesjach zdjęciowych. Wszystkie staramy się dorównać naszym ideałom kobiecości, których urodę z zachwytem podziwiamy na pierwszych stronach gazeta. Faktycznie wielu kobietom, nie tylko tym młodym, u których nie widać nawet jednej zmarszczki i cokolwiek na siebie wrzucą wyglądają idealnie, ale kobietom w różnym wieku udaje się osiągnąć ten cel. Z jedną małą różnicą, my mamy (w większości) swoje biusty, swoje włosy, swoje paznokcie, swoje pupy, brzuchy i uda. Ale nawet gwiazdy, które tak jak Demi Moore przeszły już chyba miliony bolesnych operacji plastycznych muszą później na sesji „wymienić” swoje ciało na ciało na przykład Anji Rubik. Stwierdziłam, że nie będę dłużej gonić ideałów, których i tak nigdy nie dogonię, albo przynajmniej porządnie się zmęczę tym wyścigiem i trudno, oszukam część społeczeństwa i przedłużę sobie włosy! Mam dość tego czekania, z którego i tak nic nigdy nie wychodzi, zresztą już dawno doszłyśmy z Kasią do wniosku, że tak naprawdę nie powinnyśmy zapuszczać włosów, bo nasze długie włosy i tak nie będę ładne, bo nie są zbyt gęste, ani mocne.

Oto parę dobrych stron, gdzie można przeczytać coś na ten temat: 4great-hair lub wolę długie włosy.

A teraz krótka lekcja fryzjerstwa. Jakie są rodzaje włosów, których używa się do przedłużania oraz jakie są dostępne na rynku sposoby przedłużania włosów.

Rodzaje włosów

WŁOSY SYNTETYCZNE 
Uzyskane w chemicznym procesie z tworzyw sztucznych. Mają krótką żywotność, nie powinny być poddawane żadnym zabiegom chemicznym lub stylizacyjnym (również używanie suszarki jest niewskazane), ponieważ mogą ulec zniszczeniu. Po krótkim czasie widać, że są to włosy syntetyczne, bo po prostu się niszczą, różnią się w dotyku od naturalnych. Podobno im jaśniejsze włosy, tym bardzie widać użytkowanie, niektórzy mówią, że niszczą się tylko na końcówkach i wytrzymują nawet dwa miesiące, a wszystko zależy od odpowiedniej pielęgnacji. 20 pasm kosztuje ok. 20zł


WŁOSY NATURALNE SŁOWIAŃSKIE DZIEWICZE
Najwyższej dostępnej na rynku jakości włosy. Pochodzą od dzieci czyli są to włosy najzdrowsze, posiadają naturalny kolor bez ingerencji farby i procesów chemicznych.

WŁOSY  NATURALNE SŁOWIAŃSKIE
Miękkie i delikatne, podatne na układanie i zabiegi stylizacyjne. Charakteryzują się wysoką wytrzymałością, długo pozostają w doskonałej kondycji. Można je poddawać zabiegom koloryzacji, trwałej oczywiście wszystko z umiarem.

WŁOSY EUROPEJSKIE
Wysokiej jakości włosy, miękkie i miłe w dotyku. Podatne na układanie i zabiegi stylizacyjne. Mają krótszą wytrzymałość niż słowiańskie, jednak przy odpowiedniej pielęgnacji długo pozostają w dobrej kondycji. Nie zaleca się farbowania lub innych zabiegów chemicznych.

WŁOSY AZJATYCKIE, INDIAŃSKIE, WŁOSY HINDUSKIE
Stosunkowo sztywne i twarde włosy, dość trudno poddające się zabiegom stylizacyjnym. Wymagają intensywnej pielęgnacji. Mają żywotność krótszą niż włosy słowiańskie i europejskie. Nie należy stosować żadnych zabiegów chemicznych.


Sposoby przedłużania włosów na zimno:

MICRO RINGS HAIR EXTENSION
Przedłużanie włosów za pomocą niewielkich i niewidocznych aluminiowych obrączek tzw „ringów” (pierścieni) dopasowanych do naturalnego koloru włosów.


EASY HAIR EXTENSION
Polega na połączeniu włosa naturalnego za pomocą tulejek z włosem przedłużanym. Ta metoda jest bardzo podobna do Micro Rings.

HAIR STRIP
Korzystając z tej metody możemy być pewni, że nasze naturalne włosy są bezpieczne. Włosy przedłużamy taśmą, którą mocuje się za pomocą pasemek z końcówką zakończoną łuską keratynową lub mikroringami. Korzystając z tej metody potrzeba do zagęszczenia włosów maksymalnie 50 pasemek korzystając z innych metod potrzeba zwykle około 120 pasm.

KLIPSY CLIP ON CLIP IN
Szybko, tanio, bezinwazyjnie, samodzielnie. Metoda polega na przypinaniu pasm ( taśm ) włosów o różnych szerokościach w wybranych miejscach przy pomocy specjalnych klipsów (spinko–grzebyczków, spineczek). Klipsy są przyszyte od wewnętrznej strony taśm, są niewielkie i posiadają specjalną wkładkę antypoślizgową zapobiegającą zsuwaniu się przypiętych pasm. Spinki nie są absolutnie widoczne, a długie włosy można samemu codziennie zakładać.


TAPE OFF TAPE ON
Taśma włosów wykończona silikonem doklejana całymi kawałkami do włosów, jest to coś w rodzaju dwustronnie klejącej taśmą. Łączenie jest bardzo mało widoczne. Ogromny komfort noszenia, bardzo mało wyczuwalne. Taśmy zdejmujemy przy pomocy specjalnego neutralizatora.

Metody przedłużania włosów na ciepło:

METODA KREATYNOWA LUB KLEJOWA
Pasemka są mocowane do włosów za pomocą zgrzewów wykonanych klejem keratynowym lub żywicznym. Ten sposób pozwala na doczepienie dużej ilości włosów.

METODA NA TAŚMIE PRZY UŻYCIU ZGRZEWARKI

METODA Z WYKORZYSTANIEM ŁUSKI KLEJOWEJ

METODA RACOON
Proces przedłużania Metodą Racoon polega na łączeniu włosów hipoalergicznym klejem o unikalnym składzie, rozgrzewanym w aplikatorze. Połączenie związków polimerów z wyciągiem ze skórki pomarańczowej i nasion sosny zapewnia doskonałą równowagę pomiędzy odpornością, wytrzymałością i łatwością usuwania włosów. Włosy przedłużane metodą Racoon wyglądają całkowicie naturalnie i poruszają się jak własne.

TULEJKI TERMICZNE SHRINK RING
Metoda podobna do microrings. Nie zaciskamy tulejek lecz pod wpływem temperatury same się kurczą tworząc bardzo wytrzymałe spoiwo.

wtorek, 23 października 2012

Dlaczego zrobiliście to Audrey?

Wklejam tekst, który powstał już dość dawno temu, nota bene jako jeden z pierwszych na naszym popszednim blogu, nie mniej jednak uważam, że wciąż jest aktualny, choć dość dobitnie napisany. Może przesadziłam?

Audrey Hepburn Decor


Cholera jasna właśnie zaczęłam obgryzać paznokcia, a w między czasie przypomniało mi się, że dosłownie godzinę temu je pomalowałam. 

W tytule piszę Wy, ale tak na prawdę zwracam się tylko do szerokiego grona pseudo ukulturalnionych intelektualistów lub wężej intelektualistek, które zapytane o ulubiony film odpowiadają: "Śniadanie u Tiffaniego", a czym się interesujesz? "Modą, a moją ulubioną projektantką jest Coco Chanel".

Aby lepiej wyjaśnić mój punkt widzenia najlepiej bliżej przyjrzeć się scenie z filmu - "Sposób na teściową". Tytułowa teściowa, gospodyni popularnego talk show przeprowadza, będąc na skraju załamania nerwowego, ostatni w swoje karierze wywiad na żywo. Pech chciał, że trafiła jej się dość ograniczona, aby nie używać brzydkich słów, rozmówczyni. Niespełna 17 letnia blondyneczka, jeśli dobrze pamiętam. (Nie żebym miała coś przeciwko blondynkom, sama nią jestem i jestem z tego dumna. Choć niestety to fakt, iż jestem kompletnie spalona pod każdym względem jako kierowca. Nie dość, że młoda, to jeszcze kobieta, a na dodatek blondynka. Ileż nerwów muszę sobie zawsze zszargać w czasie jazdy, aby udowodnić zacnym użytkownikom drogi, że również potrafię prowadzić i znam przepisy.) Ale wrócę do tej młodej blondi ze "Sposobu na teściową". Albo lepiej, wrzucę link: http://www.youtube.com/watch?v=HIqabIE4n5w

No i właśnie ten moment, w którym dziewczyna odpowiada, że lubi oglądać "na prawdę stare filmy": "Uwolnić orkę", "Uwolnić orkę 2" i "Legalną blondynkę". O zgrozo. Takie właśnie gwiazdeczki zniszczyły wizerunek  Hepburn. Dlaczego sprawiłyście, że nie można już lubić ani Audrey ani Coco Chanel.  Tych wspaniałych, eleganckich, inteligentnych i pięknych kobiet? To, że były one idolkami Blair Waldorf nie oznacza, że muszą być idolkami każdej dziewczyny w wieku od 17-25 lat. Dlaczego udajecie, że lubicie stare filmy, zawieszacie w pokoju plakat ze "Śniadania (...)" i pijecie rano kawę z kubka z podobizną Holly Golightly? Dlaczego mówicie, że interesujecie się modą, a tak na prawdę jedyne co wiecie na ten temat, to skład najnowszej kolekcji Zary i Mango. Często dodajecie również dumnie, że Coco Chanel w rzeczywistości miała na imię Gabriel, od tak, żeby jak na ironię podkreślić jakimi wnikliwymi obserwatorkami świata mody jesteście. 

Gdyby któraś z tych dam wiedziała, co ludzie uczynili z jej wizerunkiem i jak niewiele wiedząc na ich temat szczycą się posiadaniem podobnych wzorców. A potem widzę taką jedną z drugą, fankę "Śniadania u Tiffaniego" na piątkowej imprezie z głową niemal wiszącą między własnymi kolanami, bełkoczącą coś pod nosem w pijackim otępieniu. Ani Hepburn ani Chanel nikt nigdy nie widział w podobnym stanie. Mój narzeczony mówi: "Daj spokój, każdy może się od czasu do czasu napić i trochę odpuścić". A ja się pytam: "Czy James Bond mógłby sobie choć jeden raz pozwolić na to, aby nie otworzyć kobiecie drzwi? Lub nie podać jej płaszcza?". I tak właśnie, Audrey była damą o złotym sercu! Nie krzywdzcie jej wizerunku umieszczając jej podobiznę na kubkach, poduszkach i obrazkach w Ikea. Wtedy Audrey staje się Hanną Montaną! Nie mówcie, że oglądacie stare filmy, skoro potraficie wymienić dwa lub trzy tytuły. A już na pewno nie mówcie, że interesujecie się modą, podczas gdy wyglądacie jak dobrze ubrany manekin z sieciówki i nie wiecie nawet kim jest Tom Ford. 

Ja na przykład tak nie mówię. Nie uważam się za koneserkę kina, która pozjadała wszystkie rozumy czy bezbłędną fashion victim, ale daję szansę swoim upodobaniom nie podpisując się ślepo pod modnymi nazwiskami, których sama do końca nie znam. Ale nie mnie oceniać. Ja tylko mogę radzić. 







"Wytrzyj nos w Audrey Hepburn" ajajaj!


wtorek, 17 lipca 2012

Famous for being famous

(Przeklejone z naszego poprzedniego bloga)

Ze względu na to co dzieje się w dzisiejszym show biznesie, nie tylko polskim, ale przede wszystkim, światowym, pozwoliłam sobie przytoczyć jeszcze jedno nowe pojęć. Wpisując różne hasła w Google i oglądając zdjęcia gwiazd dla zabicia czasu, albo raczej dla zabicia krzyczącego już sumienia „pisz pracę licencjacką”, znalazłam śmieszne określenie amerykańskich gwiazdek: Famous for being famous. Nie znalazłam polskiego odpowiednika, który mogłabym wkleić na bloga, więc postanowiłam je po prostu przetłumaczyć. Wydaje mi się ono naprawdę zabawne, myślę również, że warto je znać w dobie możliwości zrobienia szybkiej kariery w zależności od wielkości pośladków lub ilości nakręconych filmów porno. I chociaż naprawdę lubię Kardashianki, szczególnie za to, że tak ważne są dla nich więzi rodzinne, przynajmniej tak pokazuje Ryan Secrest w E! To muszę przyznać, że ich poziom wypowiedzi jest czasami poniżej przeciętnej i tak na prawdę bardzo ciężko jest stwierdzić dlaczego akurat te amerykanki z  super-wyjątkowo dużą ilością tapety na twarzy są tak sławne.


Famous for being famous

W kulturze masowej XXI wieku termin ten odnosi się do osoby, która osiągnęła status celebryta, bądź celebrytki, z żadnego bliżej nieokreślonego powodu lub jest znana z tego, że zna kogoś znanego. Określenie to jest nacechowane pejoratywnie, sugeruje bowiem, że osoba ta, nie posiada żadnego talentu ani żadnych umiejętności, dzięki którym mogłaby zrobić karierę. Nawet jeśli popularność takiej osoby wynika z posiadanego talentu, termin ten również może być zastosowany, aby podkreślić niewspółmierny stosunek celebryta lub celebrytki do wykonywanej przez niego lub nią pracy. 

Ach, jakże wzniośle to zabrzmiało.

O "dobrze zbudowanych" siostrach K. można mówić wiele: nie potrafią zbudować złożonego zdania nie powtarzając w nim kilkukrotnie jednego z wymyślonych przez siebie powiedzonek, próbują wmówić całemu światu, że natura obdarzyła je nadzwyczaj gęstymi lokami, cudownie długimi rzęsami, obfitym biustem, a co więcej photoshop to okropny program, z którym nigdy nie miały do czynienia. Sypiąc jednak negatywami jak z rękawa nie można zapomnieć o tym, że Kim, Khloe i Kourtney pokazują również, że show biznes wcale nie wymusza na zwykłych (i niezwykłych) śmiertelnikach słynnego rozmiaru 0. Kto bowiem chce być przesadnie szczupły głodzi się i poci na własne życzenie. Kardashianki jedzą czekoladę, piją kawę z bitą śmietaną, a na obiad serwują sobie frytki, pieczywo i inne smakołyki, o których Victoria Beckham boi się nawet pomarzyć. I co z tego? A no to, że wciąż wyglądają dobrze! Co więcej, nie jedna wielbicielka mody chętnie śledzi ich garderobiane poczynania, tym bardziej, że pokazują to, co gwiazdy starego kina - krągłości są sexy. 













piątek, 6 lipca 2012

Słodka strona depilacji, czyli jak domowym sposobem zrobić pastę cukrową.

"Idealnie gładka skóra bez podrażnień" - tą sentencją kończy się wiele reklam kremów do depilacji, maszynek, golarek, pianek do golenia, plastrów, wosku i innych cudów. Niezależnie od tego co podają producenci tego rodzaju kosmetyków, żaden istniejący sposób depilacji nie usuwa w pełni zbędnego owłosienia, pozostawiającm przy tym idealnie gładką skórę bez żadnych efektów ubocznych. Jak nie koszmarny ból i czerwone kropki przy wyrywaniu włosów woskiem, to uczulenie na krem do depilacji lub szybko odrastające, mocniejsze włosy po codziennym goleniu ich maszynką. 

Kilka dni temu wybrałam się na depilację woskiem do kosmetyczyki. Ból, który zadawała mi ta szalona kobieta był tak nieziemski, że obiecałam sobie iż nigdy więcej moja noga nie postanie na progu żadnego SPA, w którym dokonuje się tak strasznych zabiegów. Podobno każdy inaczej reaguje na ból, ale szczerze wierzę, że taką depilację może zafundować sobie jedynie kobieta, która urodziła już wcześniej piątkę dzieci. Dlatego też zdeterminowana rozwiązać ten problem raz na zawsze odnajdując stworzony dla mnie, perfekcyjny sposób usuwania zbędnego owłosienia sięgnęłam do wszystkowiedzącego Internetu, gdzie odkryła przepis na domowej roboty pastę cukrową!

Depilacja pastą cukrową jest zbliżona do wyrywania włosów woskiem, jednak warstwę cukru odkleja się z włosem, a nie pod włos, jak w przypadku plastrów z woskiem. Nie używa się do tego również pasków fizelinowych, ale z masy cukrowej formuje się miekką kulkę, którę rozsmarowywuje się po ciele, następnie odrywa, ugniata dłońmi i przykleja po raz kolejny. 

Pasta przygotowana z mojego przepisu ma jednak nieco inną konsystencję niż ta używana w salonach kosmetycznych, dlatego też polecam używać jej dokładnie w ten sam sposób jak wosk. Mimo, iż przygotowania jest pracochłonne, to sama depilacja ma wiele plusów:

- jest to produkt domowej produkcji, więc nie powoduje żadnych podrażnień, ani uczuleń,
- przygotowanie jest bardzo proste i tanie,
- pasta cukrowa jest bardzo wydajna, a porcja masy, która powstanie z podanego niżej przepisu spokojnie starczy na kilka depilacji, 
- to znacznie mniej bolesny sposób niż wyrywanie włosów woskiem,
- odrastające włosy są słabsze i jaśniejsze,
- to ekologiczny kosmetyk. 

Potrzebne produkty:

- 2 szklanki cukru
- 1/4 szklanki wody
- 1/4 szklanki soku z cytryny (nie kwasku cytrynowego)
- garnek
- naczynie do podgrzewania w mikrofalówce
- puder dla dzieci
- fizelinowe paski do depilacji woskiem



Sposób przygotowania:

1. Wodę, cukier i sok z cytryn wymieszać w granku. 


2. Podgrzewać na wolnym ogniu (to istotne, gdyż mieszanka jest dość gęsta i łatwo ją przypalić, a wówczas już do niczego się nie nada).  


3. Całość zagotować. 


Kolejne etapy polegają już przede wszystkim na podgrzewaniu, gotowaniu i mieszaniu. Masę należy cały czas mieszać, aby nie przywarła do garnka. Ważne, aby wiedzieć, że pasta nie będzie gęstnieć. Gotując mieszankę dążymy do tego, aby zmieniła ona swój kolor na karmelowy, miodowy, jasno brązowy, a nie zgęstniała.

Oto moja pasta cukrowa po prawie 10 minutach gotowania. 


Kolor pasty najlepiej sprawdzać łyżką, ponieważ w garnku słabo go widać. 


 4. Kiedy pasta uzyska karmelowy kolor (podobny do tego na zdjęciu poniżej), należy zdjąć ją z ognia.


5. Przelać słodką mieszankę do wybranego naczynia (takiego, które następnie można włożyć do mikrofalówki lub do garnką z gorącą wodą, aby ponownie użyć pasty).

Oto gotowa, ekologiczna pasta cukrowa!



Uwaga! Masa jest bardzo, bardzo gorąca i łatwo jest się nią poparzyć! Bardzo długo stygnie. Zanim nałoży się ją na skórę trzeba spokojnie poczekać, aż ostygnie. Oczywiście zmieni również konsystencję, więc nie można pozwolić, aby całkiem się skrzepła. Nalepiej od czasu do czasu ją zamieszać, a jej temperaturę sprawdzić na wewnętrznej stronie nadgarstka (tam gdzie sprawdza się mleko przed podaniem go małym dzieciom). 

Sposób użycia:

1. Wybrane miejsce na skórze posypać pudrem dla dzieci, rozsmarować go (dzięki temu masa cukrowa będzie przyklejać się do włosów, a nie do skóry). 
2. Nałożyć szpatułką warstwę pasty na skórę posypaną pudrem. 
3. Przykleić dokładnie fizelinowy pasek. 
4. I oderwać (pod włos! tak jak wosk!)

Boli? Pewnie, że tak, ale czego się nie robi, aby ładnie wyglądać!


czwartek, 28 czerwca 2012

Jak ugryźć kobaltowe spodnie?

Pogoda ostatnio zawodzi, więc nie do końca można przestawić się na letnie, zwiewne sukienki, szorty ledwo zakrywające pośladki czy koszulki na ramiączkach. Na wierzchu szafy warto za to ułożyć długie spodnie i wszelkie inne elementy garderoby, które normalnie nosiłybyśmy w maju.

Pod koniec zimy tego roku, zmęczona grubymi swetrami i ciężkimi butami, zachorowałam na czerwone, dopasowane spodnie. Nie udało mi się jednak znaleźć ani odpowiedniego rozmiaru, ani pasującej długości, ani idealnego odcienia, dlatego szybko się poddałam. Później zapragnęłam spodni w wielkie, kolorowe kwiaty. Wciąż o nich marzę, a jeszcze się w nie nie zaopatrzyłam, wszystko przede mną. Natomiast od pewnego czasu zagadką pozostawały dla mnie niebieskie rurki, a dokładnie kobaltowe. Nie znoszę koloru chabrowego, a kobalt to jego krzykliwy brat, dlatego też wydawało mi się małoprawdopodobne, aby spodnie w tym odcieniu niebieskiego mogły się ładnie komponować z czymkolwiek. Okazało się jednak, że byłam w błędzie. 

Kobaltowe rurki i kobaltowe szpilki zdały egzamin!









Tak się składa, że inni również wiedzą jak to zrobić.






poniedziałek, 25 czerwca 2012

From stare to nowe 2. Trochę hippie.



Falbany, koronki, pasy i grochy, ogromne okulary słoneczne, wysokie platformy, kolorwe kwiaty - jak niespodziewanie przychodzą, tak szybko odchodzą. 

Był taki czas, wiosną 2011 roku, kiedy na ulicach ogromną furrorę robiły bufki. Ukochane zresztą przez na przykład Kim Kardashian, czy Annę Muchę. Wtedy też w każdym szanującym się butiku można było znaleźć ich całą masę, zdobiły sukienki, bluzki i marynarki. Jednak trendy mają to do siebie, że szybko przemijają, dlatego należy je maksymalnie wykorzystywać, aby wraz z upływem ich terminu ważności móc z nich kompletnie zrezygnować.

Jakiś czas temu ubolewałam nad tym, że moja ulubiona mała czarna ozdobiona właśnie hitowymi bufkami musi już spokojnie spoczywać na dnie szafy. Ponieważ niedawno odważnie wzięłam się za drobne przeróbki krawieckie postanowiłam i ją poddać drobnej metamorfozie. Marszczenie passé na ramionach zastąpiłam frędzlami w stylu hippie, które znalazłam w najnowszym katalogu H&M. Ryzyko było spore, bo równie dobrze sukienka mogła powędrować spod nożyczek prosto do kosza, ale wiedziałam, że zabawa w projektanta bez wątpienia będzie przednia, więc postanowiłam zaryzykować.




Oczywiście nie byłam w stanie identycznie przerobić moich rękawów, ale pocięłam je pionowo. Mnie efekt zadowolił, choć zdjęcia nie oddają go w pełni. 







PS. Proszę o litość, to moje pierwsze ubraniowe ujęcia. 

środa, 30 maja 2012

Socialite.

(Przeklejone z naszego poprzedniego bloga)


Ma tyle wdzięku, kobiecości, elegancji i delikatności, że z powodzeniem możnaby ją nazwać współczesną Audrey Hepburn. Co do tego nie mam wątpliwości. Olivia ma podobną sylwetkę oraz podobny styl do gwiazdy starego kina. Jest jednak między nimi jedna, niezaprzeczalna i dość istotna różnica, Audrey była aktorką. Kim natomiast jest Olivia? Z czego słynie? Dlaczego się o niej mówi? 


W zasadzie ciężko powiedzieć czym zajmuje się ta drobna dziewczyna, bowiem Olivia jest socialite. Socialite to osoba, która bierze czynny udział w wydarzeniach kulturalnych oraz spędza znaczącą ilość czasu zabawiając ludzi, lub sama będąc zabawianą, podczas modnych i modowych wydarzeń klas wyższych. Osoby te wykorzystują swoje umiejętności interpersonalne oraz swoje kontakty towarzyskie, aby promować i nagłaśniać różne wydarzenia charytatywne lub zbiórki pieniędzy na cele dobroczynne. 

Po raz pierwszy o socialites zaczęto mówić oczywiście w Stanach Zjednoczonych, w 19. wieku. Została wówczas sporządzona lista nazwisk i adresów osób pochodzących z wysoko sytuowanych elitarnych rodzin. W 1886 roku Louis Keller wpadł na pomysł wydania wyżej wspomnianych list z nazwiskami, jego pomysł szybko uzyskał poparcie i od 1918 roku zaczęło ukazywać się rocznie 18 woluminów  reprezentujących 26 miast. Keller pisał o socialites jako o osobach, których nazwiska są bardziej znane  niż nazwisko niejednego prezydenta, i to zarówno w Stanach, jak i poza granicami. The Social Register, to charakterystyczny dla Stanów Zjednoczonych spis nazwisk i adresów wpływowych rodzin amerykańskich, które stanowiły elitę społeczną. Aż do niedawna w skład listy nie mogli chodzić członkowie rodzin polityków. Tak zwana „dobrze ułożona socjeta” lub  inaczej  posiadacze „dawnych majątków” pochodziła zarówno z takich miast jak Baltimore, Boston, Buffalo, Chicago, Cincinnati, Cleveland, Dayton, Detroit, Kansas City, Minneapolis, New Orleans, New York, Philadelphia, Pittsburgh, Portland, Providence, St. Louis, St. Paul, San Francisco lub Seattle, jak i z miast Południowej Kalifornii.







Słowo daję, mogłabym patrzeć na tę dziewczynę bez końca, jest taka piękna. Jednocześnie myślę sobie, że nie mam ochoty już nigdy nie jeść, do końca życia.

Słynna fashionistka, bo tak chyba również można ją nazwać, występuje w serialu The City. Olivia Palermo jest w nim przedstawiona jako raczej negatywna postać. Mało kto lubi ją w redakcji, raczej kiepsko zna się na swojej pracy, jedyny powód dla którego pracuje w Elle to najprawdopodobniej jej koneksje, jest bardzo niemiła, no i przede wszystkim jest niemiła dla Whitney. Tą bohaterkę z kolei bardzo lubiłam oglądać w Hillsach (potem też w The City). Śledząc te seriale odnosiłam śmieszne wrażenie, że Whitney miała poważny problem ze zwerbalizowaniem swoich myśli, albo po prostu była zbyt miła, żeby wytknąć Olivii co o niej myśli. Nie wiem jednak czy te wszystkie rozważania mają jakieś podstawy, bo oba seriale i charaktery postaci są pewnie z góry wyreżyserowane. 
Lubię Whitney Port dlatego, że jest taka wysoka (jak jak), potrafi dobrze się ubrać, jest ambitna, pracowita i zdolna. To też tak jak ja? Nie. Ja jestem ambitna, ale raczej bez pracowita. Nie rozumiem tylko dlaczego hodowała, przez prawie cały pierwszy sezon The City takie okropne odrosty. 







Dziękujemy za odwiedziny! Jeżeli podoba Ci się to co robimy, poleć nas znajomym!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...